Jeśli czasem ze zmartwieniem myślisz o swoim dziecku „co z niego wyrośnie” albo „jak sobie w życiu poradzi” to nie podcinasz mu skrzydeł, ale nie pozwalasz im nawet wyrosnąć. Czasem z „najmniej obiecujących” dzieci wyrastają któregoś dnia niezwykli ludzie, którzy wybijają się ponadprzeciętność. Bo choć nasze dzieci są nasze, to nie rodzice mają wiedzieć co z nich wyrośnie.

To dzieci poznają świat, życie i stopniowo odkrywają to co lubią i to czego nie lubią, aż któregoś dnia odkrywają coś w czym się zakochują i co pragnął robić bardziej niż cokolwiek innego. I dopóki tego nie odkryją, to nie wiadomo co z nich wyrośnie.

Często te „nieobiecujące dzieci” potem mówią, że spotkali na swojej drodze kogoś, kto ich polubił i doceniał takich jakich są, pokazał kierunek z wiarą, że dadzą radę. Nie każdy miał takie szczęście. Niektóre nieobiecujące dzieci dostawały takie „sztuczne komplementy” o tym, że są zdolne, ładne, dadzą sobie radę. Ale dzieci mają niesamowity radar i wiedzą kiedy się je okłamuje. Jeśli rodzic nie wierzy, w to co mówi do dziecka, to dziecko też nie uwierzy. Inne dzieci słyszą wprost, że są do niczego i nic z nich nie będzie. Dlatego czasem lepiej nic nie mówić. Ani nieprawdziwego dobrego, ani prawdziwej, adekwatnej krytyki.

Jeśli nie jesteśmy w stanie wspierać swoją wiarą naszego dziecka, to pozwól mu samemu odkrywać wiarę w siebie. Może zajmie mu to 10, 20 a może 30 lat, może spotka kogoś, kto zobaczy w nim, to czego my nie widzimy. Któregoś dnia powie sobie wprost, że rodzice go nie wspierali, ale przynajmniej nie powie, że nigdy w niego nie wierzyli i nie powie, że wmawiali mu, że jest nic nie wart. Kimkolwiek będzie, ważne żeby było szczęśliwe.

Joanna Chełmicka