Każdy z nas rodzi się po coś, ale nie każdy z nas ma szanse odkryć w swoim życiu po co. Kiedy jesteśmy dziećmi z łatwością potrafimy wybrać co będziemy robić w przyszłości i zmieniać te wybory w zależności co nowego akurat się nam spodoba. Dorośli nie traktują tego poważnie, ale kiedy wsłuchamy się w te chwilowe decyzje dzieci i to jak o tym mówią, to często dla nich to jest forma nadania celu i sensu swojemu życiu. Wybierają to co lubią, to je akurat fascynuje, potrafią dostrzec w jaki sposób będzie to służyć innym ludziom. Te wybory to mix ich przyjemności i użyteczności. A co robią dorośli ? Czasem uświadamiają ile to się trzeba uczyć, jaka to ciężka praca, albo że się na tym nie zarobi, i tym podobne podcinanie skrzydeł, które dziecko słucha i stopniowo się zniechęca coraz bardziej. To co miało być piękne i pożyteczne zostaje skonfrontowane z ciężkością życia, której taki szkrab najczęściej nawet nie rozumie. Za to rozumie, że to co sobie akurat wymarzył jest ciężkie, trudne, niemożliwe. Ile takich uświadomień musi dziecko przejść, zanim odpuści sobie pomysły na przyszłość, które tworzy niewinnie z serca. Przychodzi taki dzień, że wizja dorosłości robi się szara. Trzeba się uczyć, żeby zdać, a nie żeby poznawać wymiary i kolory życia, trzeba pracować, żeby zarobić na życie, a nie żeby mieć przyjemność z tego, co się robi i poczucie pożyteczności swoich działań, trzeba być w związku i założyć rodzinę, a nie zakochać się i być szczęśliwym, trzeba ułożyć sobie życie, a nie żyć pełnią życia i wypełniać je tym, co nas uszczęśliwia. Żyjąc tymi wszystkim „trzeba”, gubimy się w poczuciu sensu swojego istnienia, bo w głębi serca wiemy, że jest chcemy więcej.

Joanna Chełmicka