Zakodowane głęboko posłuszeństwo wobec rodziców i potrzeba ich akceptacji, sprawia, że walka o uznanie przez nich naszych racji, może toczyć się w nas w nieskończoność. Próbujemy pogodzić w sobie sprzeczności lub przekonać ich do swoich racji. Jakby byli wyrocznią i dopóki nie zaakceptują naszej racji, to ta racja nie ma prawa w pełni zaistnieć w naszym życiu. Czasem proces ten jest tak głęboki, że nie dostrzegamy tego, że jesteśmy w tym samym wieku, w którym byli nasi rodzice, gdy zaczynali przekazywać nam swoje opinie. Jakby dziecko w nas nie dostrzegło, że stało się dorosłe a często też samo już jest rodzicem. Zapętlenie w potrzebie akceptacji przez rodziców sprawia, że przegapiamy moment, w którym tak naprawdę nie potrzebujemy już ich opinii. Kiedy stajemy się samodzielni i niezależni, nasza relacja z rodzicami staje się relacją trojga dorosłych ludzi i nie ma znaczenia, że rodzice są starsi. To prawda, że mają 20-30 lat doświadczenia życiowego więcej, ale to nie umniejsza naszego doświadczenia, dojrzałości i zdolności do samodzielnego życia. A przecież to nasze życie i nasze uczucia, postawy, wartości i najważniejsze, aby były naszą osobistą prawdą.

Joanna Chełmicka