Zmiana życia i kosmetyka życia, czyli czy można lubić swoje życie takim jakie jest?
Od dłuższego czasu panuje moda na zmiany wszelkiego rodzaju. Reklamy zachęcają nas do zarabiania dużych pieniędzy, posiadania super samochodu, mieszkania, pięknego ciała, dzieci geniuszy, oczyszczania swojej duszy, odkrywania swojego potencjału, itp. Czasem wydaje mi się, że moda i presja wokół słowa zmiana staje się źródłem oporu przed zmianą. Nasze skojarzenia z wielkością zmiany wywołują albo strach albo naturalny opór przed zrobieniem czegoś, czego nie chcę. A co jeśli lubimy swoje życie takim jakie jest a nasze marzenia są jak szczypta przyprawy, która sprawia, że smak staje się idealny?


Zmiana, zwłaszcza duża, to ryzyko. Coś musi się skończyć a coś zacząć. Z czymś trzeba się rozstać, a na coś nowego otworzyć. Zmiany wymagają odwagi, szaleństwa albo desperacji. Trzeba zrobić krok na przód często nie wiedząc, co się stanie i niekiedy bez możliwości powrotu. To jak zmiana prawie całej rzeczywistości, w której żyjemy. Czasem przeprowadzamy ją sami a czasem zmusza nas do tego życie. I nie przebiega lekko i radośnie. Z dużych zmian jesteśmy zadowoleni dopiero, gdy wszystko się ułoży i jesteśmy zadowoleni z nowej rzeczywistości.


Kosmetyka to poprawienie różnych drobiazgów w naszym życiu, ale bez zmiany rzeczywistości. Poprawiamy, usprawniamy, aby żyło się nam przyjemniej, ale nie ma w tym większych końców i nowych początków. Nie zmieniamy mieszkania, męża, dzieci na nowe. Jest życie takie, jakie było, tylko dzięki kosmetyce przyjemnie rozgościliśmy się w nim na nowo.


Zatem od czego zacząć? Od ustalenia czy potrzebuję kosmetyki czy zmiany. Kiedy już to wiemy, to nie musimy oglądać się na mode i wielkie obietnice. Możemy iść za głosem własnych potrzeb do realizacji własnych pragnień. Nie ważne czy są duże czy maleńkie. Ważne, że są nasze.

Joanna Chełmicka
EmoDNA